cz 2
Rankiem wstałam wcześniej.
Pomyślałam od razu o staruszku. Jego zdrowie nie wiedząc czemu,
bardzo mnie niepokoiło, choć kompletnie nie wiedziałam kim jest.
Postanowiłam
kupić słodkie bułki i pójść w odwiedziny. Była sobota więc
mogłam sobie pozwolić na trochę swobody.
Gdy
zadzwoniłam dzwonkiem u bramy , długo czekałam, już zrezygnowana
miałam odejść, myśląc że jak to w jego zwyczaju nikogo nie chce
gościć, ale się pomyliłam.
W
drzwiach , ukazała się zgarbiona postać mężczyzny, z białymi
jak śnieg włosami i błękitnymi oczami.
Błękit
jego oczu był tak przeszywający ,że aż serce mocniej mi zabiło.
Wcześniej w ferworze bieganiny i strachu o jego życie, nie
zauważyłam tak charakterystycznej cechy.
Powoli
kroczył w swoim przydługawym szlafroku. Otworzył bramę.
-Proszę
wejdź. Jestem Ci winien podziękowania.
Zamknął
bramę na klucz jak tylko przekroczyłam próg jego podwórza. Trochę
się wzdrygnęłam,gdyż dźwięk zamykanego zamka w nieznajomym domu
i u nieznajomego człowieka lekko przeraża. Poszłam jednak odważnie
dalej.
Hol
do którego weszliśmy , był obszerny a na każdej ścianie wisiało
po kilka starych fotografii.
A
więc wychodził kiedyś poza te mury, miałam rację.
Staruszek
zaprosił mnie do salonu w którym królowała zieleń. Uspokajający
pokój pomyślałam.
Na
stole leżał gustowny, zrobiony na szydełku bieżnik, a na komodzie
serwetki w tym samym stylu i znów w klasycznych ramkach zdjęcia
ludzi, krajobrazów.
Ten
człowiek musiał kochać świat i życie. Fotografie były wymowne,
nie potrzebne były słowa ,żeby to zauważyć.
Nagle
staruszek przerwał mi rozważania.
-Czego
się Pani napije? Zapytał.
-Poproszę
herbatę. Może Panu pomóc? Jest Pan jeszcze słaby.
-Nie
, dziękuję już dobrze się czuję. Dziękuję za troskę. Odrzekł.
Zapadła
cisza. Mężczyzna wyszedł do kuchni, a ja znów zaczęłam się
rozglądać po salonie.
Na
jednym z regałów, znajdowała się ogromna liczba książek.
Podeszłam bliżej. „Hamlet”, „Romeo i Julia”, dzieła
Sienkiewicza, Kochanowskiego i inne klasyki.
Na
kolejnym literatura współczesna. Ktoś kto kocha książki, a tu
było widać tę miłość, musi być interesującym człowiekiem.
Zajrzałam
do pokoju obok, na wprost uchylonych lekko drzwi stał fortepian , a
na ścianie wisiały skrzypce. Wrażliwy człowiek, znów pozytywnie
odebrałam to co zobaczyłam.
Przyszedł
gospodarz z parującą herbatą, pachnącą malinami.
-Jak
się Pani podoba moja samotnia?
-Hmmm.
Ma Pan spore zbiory ciekawych książek i ile fotografii. Często
przechodzę przy Pana murze i zastanawiałam się , czy nie jest Panu
smutno, tak samemu mieszkać?
-To
samotność z wyboru, nie z przymusu, więc jest mi z tym dobrze.
Choć , czasem pojawia się potrzeba rozmowy z drugim człowiekiem,
wtedy po prostu piszę.
Zawahał
się , może dlatego , że zaczął odkrywać przede mną tajemnicę
skrywaną przez mur.
-Pijmy
herbatę. Zaproponował.
Wyczułam,
że już za dużo mi powiedział.
Siedzieliśmy
w milczeniu, popijając herbatę pachnącą malinami, wtedy
przypomniałam sobie o słodkich bułkach kupionych w pobliskiej
cukierni.
Mam
coś do herbatki, żeby było przyjemniej. Trzeba sobie osładzać
życie. Proszę. Wyciągnęłam do niego rękę z drożdżówką.
Staruszek
się uśmiechnął i dziękując poczęstował się bułką.
-Pyszne,
dawno takich nie jadłem.
-To
z pobliskiej cukierni, jeśli Pan chce mogę idąc z pracy wpadać ze
świeżymi słodkościami. Przy okazji będę wiedziała , czy
wszystko u Pana dobrze, bo poniekąd teraz jestem za Pana
odpowiedzialna-Dodałam żartobliwie i uśmiechnęłam się do niego.
Odwzajemnił
uśmiech i zgodził się na moje codzienne odwiedziny .
Zrobiło
się późno, podziękowałam za herbatę i pożegnałam się,
zapowiadając jednocześnie , że jutro po szesnastej będę przy
bramie.
I
tak powoli, małymi kroczkami zaprzyjaźniłam się z mężczyzną
mieszkającym , za wysokim, szarym murem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz